Znaki Boga
Pamiętam jak z 6 może 7 lat temu przy okazji jakiejś rodzinnej imprezy wujek, osoba w podeszłym już wieku, opowiedział mi historię ze swojego życia. Oczywiście znajdą się tacy, którzy włożą to od razu między bajki, nadając tytuł "wymysł wyobraźni". JA WIERZĘ w autentyczność opowieści. Rzecz działa się około roku 1942. Nie wiem jaka była pora roku, wiem jednak, iż dniem tygodnia była niedziela. Mały chłopiec z niewielkiej miejscowości już od rana przeżywał bardzo ten dzień. Za chwilę bowiem po raz pierwszy miał do swojego serca przyjąć Eucharystyczne Ciało Jezusa. Klęcząc w ławce spoglądał na kapłana. Wzrok właściwie utkwiony miał jednak nie w nim, ale w białej Hostii, która znajdowała się w jego dłoniach. Pp chwili delikatnie spuścił wzrok, by skupić się na tym, że za chwilę miał przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej. Wtedy to, zamodlony, usłyszał głos mówiący "Podejdż do mnie. Chodź, proszę." Podniósł oczy, a wtedy ukazał mu się już nie kapłan z kielichem...