Posty

Stacja IX - trzeci upadek.

Obraz
Pan Jezus traci siły po raz trzeci. Już widział koniec, może już pomyślał, że za chwilę wszystko się dopełni. Może obudziła się w nim nadzieja, że to tak niewiele do Golgoty, do przybicia i końca męczarni. A tu jednak jeszcze raz się przewraca. Jeszcze raz jest bity i ponaglany do podniesienia się. Jeszcze raz musi na nowo dźwignąć Krzyż na ramiona. Drzazgi trzeci raz były cięższe niż Jego ludzkie siły. Ale też trzeci raz Bóg dał mu sił nadludzkich, aby wstać i dokończyć rozpoczęte dzieło.  Jaka jest moja droga życia? Czy nie jest podobna do Drogi Krzyżowej Chrystusa? Ile razy upadałem/am? Ile razy traciłem siły będąc już prawie u celu przedsięwzięcia? Jak często wtedy miałem/am jeszcze chęci, by po raz kolejny się podnieść i zacząć od nowa?  Czy jestem świadomy ostatecznego celu mojej życiowej wędrówki? Czy pamiętam, że to, co robię tu na ziemi jest tylko celem pośrednim, mającym prowadzić mnie ku zbawieniu? W końcu, czy potrafię odnajdować siły i motywację w Bogu i Je...

Stacja VIII - niewiasty.

Obraz
Płaczą. Leją rzewne łzy nad Jezusem. Niewiasty są kolejnymi osobami, które Chrystus mija na swej Drodze. Litują się nad nim. Lamentują. Ale właściwie na samym rozpaczaniu się kończy. Niewiasty to tylko płaczki. Nie ma w nich refleksji. Widzą umęczonego, skrzywdzonego człowieka, więc mu współczują. A Chrystus poucza je, aby płakały nad sobą i swoimi dziećmi, a nie nad Nim...   Bywają w moim życiu chwile, kiedy bardziej interesuje mnie czyjeś życie, niż moje własne. Ile razy współczułam/em ludziom, nie znając do końca ich sytuacji? Czy czasem nie częściej współczuję obcym, a nie zauważam krzywdy najbliższych? Czy moje współczucie innym nie jest zazwyczaj na pokaz? Czy nie płaczę nad krzywdą obcych mi ludzi, bo wypada, bo co powiedzą sąsiedzi? Ostatecznie, czy nie płaczę nad Chrystusem, nie mam posępnej miny na Drodze Krzyżowej, bo taka tradycja? Może nie do końca rozumiem, co się tutaj dzieje, ale wszyscy płaczą, więc ja też?

Stacja VII - Kolejny upadek.

Obraz
Chrystus upadł po raz drugi. Znów Mu się nie udało. Znowu nie dał rady, przewrócił się. Po raz kolejny przygniotły Go problemy, które niósł na swoich ramionach. Drzazgi w belce znów stały się za ciężkie. Pewnie po raz kolejny dostał w twarz. Ale i to nie spowodowało, iż miałby się poddać. Wstał i poszedł dalej. Wiele jest w moim życiu sytuacji, kiedy wielokrotnie czegoś próbuję i wielokrotnie mi się nie udaje. Często poddaję się już po pierwszej porażce. Nie mam sił brnąć w temat dalej, więc rozkładam ręce i mówię, że nie dam rady. Jak często odchodzę od swoich celów bez podjęcia próby. Nie udało mi się, więc się do tego nie nadaję. Dlatego też nie próbuję powstać, nie próbuję zacząć od nowa. Nie próbuję raz jeszcze. Jak często rezygnuję z czegoś, bo pierwotne próby nie odniosły zamierzonego skutku? Zbyt szybko się zniechęcam. Brak mi silnej woli, zapału..

Stacja VI - Weronika.

Obraz
Droga Krzyżowa Chrystusa miała swój szlak właściwie przez środek miasta. Jezus mijał na niej wielu ludzi, młodych, starych, kobiety, mężczyzn... Wśród nich spotykamy Weronikę. Weronika jest zupełnym przeciwieństwem Szymona. Ona decyduje się na gest pomocy bez przymusu. Jest to gest miłosierdzia, ale także gest heroiczny. Mogła przecież za to zginąć... A jednak. Miłość jaką miała w sobie do drugiego człowieka pozwoliła jej przedostać się przez strażników i podejść do Chrystusa. Podejść, aby mu pomóc, aby w tych ostatnich chwilach przed śmiercią poczuł, że nie wszyscy się odwrócili. Weronika ociera mu twarz, aby po ludzku dać mu chwilę wytchnienia. Jego twarz była już wtedy mocno skrwawiona. A kiedy ja bezinteresownie pomogłem drugiemu człowiekowi? Kiedy odważyłem się stanąć w obronie wiary bez względu na to, jakie cierpienie mogło mnie po tym czekać? Czy potrafię otrzeć twarz nawet tym, których świat odrzuca, potępia, skazuje na śmierć?

Stacja V - Szymon.

Obraz
Szymon. Robotnik wracający z pracy. Zmęczony, pragnący tylko dostać się do domu, zjeść obiad i udać się na zasłużony odpoczynek. Pech chciał, że jego droga do domu zetknęła się z Drogą Męki Chrystusa. Pech chciał, że żołnierze przymusili akurat jego, aby pomógł Bogu nieść Krzyż. Kazali mu to zrobić za darmo. A przecież oprócz ciężaru fizycznego Krzyż to także znak pohańbienia. Gdyby pomógł, byłoby to też jego pohańbienie. A jednak wziął drewnianą belkę na ramię i ulżył nieco Chrystusowi na te kilka metrów drogi. Z pewnością nie chciał i gdyby go nie zmusili, nie podjąłby się tego zadania. Ale ostatecznie pomógł. Okazał swoje dobre serce. A ile razy ja miałem/am okazję pomóc drugiemu człowiekowi, a zamiast tego odwracałem/am głowę w drugą stronę udając, że nie widzę, iż dzieje się coś złego, że mój sąsiad potrzebuje pomocy? Ile razy trzeba mnie było zmuszać, żebym okazał/a choć trochę serca wobec drugiego człowieka? Ile razy pomogłem drugiemu w niesieniu jego krzyża, niezależnie od...