Wierność w codzienności
Czy można kochać bardziej? Codziennie odpowiadam sobie na to pytanie. Odpowiedź jest twierdząca. I nie jest tylko słodko. Ostatnio częściej gorzko niż słodko.
Ale mamy siebie. I córkę, która narodziła się z tego, że miłości było tak dużo, że trzeba ją było podzielić z kimś jeszcze. I nie jest idealnie. I czasem boli, jak wtedy, gdy ukłujesz się w palec wkładając różę do wazonu.
Miłość w codzienności to wierność, że jak mu ślubowałam w dobrych i złych chwilach, to te złe dotyczą też naszej relacji. Nie tylko tego co z zewnątrz, ale też tego, co pod własnym dachem. Że kocham, bo tak wybrałam. Nikt mi nie kazał. A skoro przyrzekłam to zdecydowałam się wziąć jego z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Życie potrafi przytłoczyć. Gdy opadnie kurz po pięknej uroczystości zaślubin, radości z narodzin dziecka, przychodzi codzienność. Obowiązki, praca, zmęczenie, noce z małą ilością snu, remonty, rachunki. Przychodzi frustracja, pretensje, oczekiwania wobec drugiej osoby, które nigdy nie wypowiedziane, ale generujące zdenerwowanie z powodu ich nie spełnienia. Gdzie tu miejsce na celebrowanie miłości? Chociażby w tym, że ciągle trwamy w wierności przy sobie. Choć są dni, kiedy nie możemy na siebie patrzeć, to żadne z nas nie spakowało sobie ani drugiemu walizki. Codzienna wspólna poranna kawa, choćby w milczeniu. To jest miłość. Niewypowiedziana, a jednak mówi sama przez siebie.
Miłość w codzienności nie jest łatwa, ale jeśli jest prawdziwa, wszystko znosi, wszystko przetrzyma, nigdy nie ustanie.
Rzutem na taśmę wpis z okazji Tygodnia Małżeństwa w Internecie. Zajrzyjcie do innych twórców i zobaczcie, jak oni celebrują swoją miłość w codzienności


"córkę, która narodziła się z tego, że miłości było tak dużo, że trzeba ją było podzielić z kimś jeszcze" - pięknie napisane <3
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie, że udało Ci się napisać ten post. Doceniam szczególnie, wiedząc, że ostatni był rok temu - też z okazji Tygodnia Małżeństwa. <3 Ciekawe, czy kolejny będzie za rok :)